Klient nasz pan 1

Od tego roku realizuje projekty internetowe na zlecenie. Wiadomo że za każdym z nich stoją klienci je zlecający, których zachowania nie rozumiem, albo nie chcę zrozumieć. Nie wiem, może jestem ja za głupi albo oni. Już tłumaczę o co chodzi.

Ale najpierw od początku. Webmasteringiem zacząłem interesować dobrych parę lat temu. Jestem samoukiem. Czytałem wiele książek, kursów i czasopism poświęconych tematyce komputerowej. Opanowałem kilka języków programowania. Może nie wszystkie ale te najpotrzebniejsze. Nauczyłem się też obsługi kilku programów graficznych niezbędnych w tym zawodzie. Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam się za jakiegoś mistrza, ale wiem że znam się na tym bardzo dobrze jak na kogoś kto nie pokończył żadnych uczelni wyższych.

Dlatego od tego roku wziąłem się za tworzenie stron internetowych na poważnie, czyli za talarki. Chciałem sobie parę groszy dorobić. Bo jak wiadomo w Polsce liczy się każda złotówka. Od marca do października tego roku wykonałem około dwunastu projektów. Od prostych po naprawdę złożone które zajęły mi wiele długich dni. Może to nie jest dużo, ale jak na początek to moim zdaniem przyzwoity wynik.

Tworząc je musiałem rozmawiać z klientami. Czy to mailowo, telefonicznie czy osobiste spotkania. To jest naprawdę trudna sztuka. Trzeba przecież tego człeka zachęcić, negocjować itd. Sukces jest wtedy gdy złoży podpis na umowie. Porażka wtedy gdy powie że musi się jeszcze zastanowić. Jeśli tylko słyszę ten tekst, to wiem że się już więcej nie odezwie. Tak jest! Wiem to z własnego doświadczenia. Podam teraz kilka przykładów zachowania kochanych konsumentów, które powodują u mnie nerwację:

1. Magister

Osoba która zna się na tej robocie lepiej ode mnie. Wszystko wykona lepiej a do tego podważa moje kompetencje np. ale ja nie jestem pewny czy pan sobie z tym poradzi! To po kiego grzyba pisałeś do mnie, skoro już z góry wiesz że sobie nie poradzę?

2. Poganiacz

Delikwent bardzo niecierpliwy. Wszystko wykona o wiele szybciej. Ostatnio miałem taką sytuację. Dostałem zlecenie od kolesia. Pojechałem do niego podpisać umowę i obgadać wszystko. Ustaliliśmy termin realizacji na trzy tygodnie. Zgodził się. Wszystko poszło gładko. Wróciłem do domu o trzynastej po południu a on o szesnastej dzwoni z zapytaniem czy są już jakieś pierwsze efekty?! Czy on jest nie normalny? Krew mi się wtedy zagotowała, ale zgodnie z zasadą trzeba być miłym dla klientów. I tak,  codziennie pisał do mnie z pytaniem czy już skończyłem. Chciałem się go już pozbyć, więc się sprężyłem i wykonałem robotę w tydzień. Nie powiem. Był bardzo zadowolony w przeciwieństwie do mnie.

3. Kobieta

Nie na widzę pracować na zlecenie kobiet. To najtrudniejszy i najgorszy klient jaki istnieje. Czepiają się najdrobniejszych szczególików których normalny facet nie widzi. Wiecznie nie zadowolone z postępów prac. Ja jako osoba wykonująca projekt, nie mam nic do powiedzenia. Jakby mogły to by mnie same zastąpiły. Wpadają na tak durne pomysły, że się w głowie nie mieści. Dlatego jak piszę jakaś niewiasta to mówię że mam urwanie głowy i nie wykonam dla niej tego zlecenia.:)

Jak widzicie to naprawdę ciężka i wyczerpująca praca. W tej branży trzeba być bardzo wytrzymałym nie fizycznie ale psychicznie. Zresztą ja już psychiki nie mam. Wszystko mi zabrali i zdewastowali kochani klienci.

Autor: Michał Janeczek

W wolnych chwilach bloger, gadżeciarz i miłośnik motoryzacji.

  • Kord

    Hah, co do kobiet to mam swoją historię :) Odbywałem kiedyś praktyki w pewnym banku jako „informatyk” a, że akurat mieli jakąś marketingową psychozę to zostałem przydzielony do ogarnięcia ulotek. „Zlecenie” dostałem od kilku pań z działu PR’u + do tego zdjęcie jakie mam wykorzystać i kilka wskazówek. Zrobiłem ładnie, schludnie i tak jak sobie chciały. I wtedy zaczęły się schody: a może czcionkę inną? A może to zdjęcie zamienić? A może tło usunąć? A może dodać obrazki? A może wyrównać. No i wyszło na to, że nie skończyłem finalnego projektu przez ich brak zrozumienia procesu twórczego, bo praktyki mi się wcześniej wyczerpały :)