Ubuntu 10.04 Lśniący Lamparcik – pierwsze wrażenia

Tak, wiem, że to już w sumie stara wersja Ubuntu, wyszła w kwietniu tego roku. Trochę się bałem instalacji na starym komputerze, mimo, że przez kilka miesięcy miałem już na nim zainstalowane Ubuntu 9.10. Trochę obawiałem się tego, że jednak zasłużona maszyna nie uciągnie nowszej wersji najpopularniejszej dystrybucji Linuksa. Gdy zacząłem instalować, a w tym czasie usuwać starego Windowsa, pomyślałem, że nie ma odwrotu. Ale w sumie, nic na twardym dysku nie było…

Świeżo po trochę długiej (ok. 45 minut) instalacji system pobierał aż 340MB pamięci RAM, czyli porównaniu do poprzedniej wersji, Karmelkowego Koliberka praktycznie dwa razy więcej. Na razie dosyć nic nie znaczących liczb.

Teraz trochę o wyglądzie. Początek nie zapowiadał, że włączam Ubuntu, chociaż jego napis informował o tym. Tło i ogólna kolorystyka zostały zmienione na fioletowy,  sam system wygląda elegancko, tak jak jego poprzednie wersje. Po włączeniu pulpitu z panelami wszystko było identycznie jak w poprzedniej wersji, ale została zmieniona tapeta. I to, nad czym ubolewam: przyciski zamknij, minimalizuj, maksymalizuj zostały przesunięte na lewą stronę okna. A oprócz tego nie było większych zmian dotyczących wyglądu.

Po obejrzeniu nowych funkcji (nie jest ich zbyt dużo – np. dodany został komunikator Empathy, za którym nie przepadam) musiałem przejść do najmniej ciekawej operacji – konfiguracji Lamparcika. Pobrałem aktualizacje, które od wyjścia nowej wersji zajmowały 175MB. A do tego wtyczki do Firefoksa, sterowniki i inne tego typu rzeczy.

Po tym żmudnym procesie który trwał ponad godzinę, i restarcie komputera przystąpiłem do optymalizacji i do instalacji innych programów. Od razu wyłączyłem wszystkie efekty wizualne, przez co Compiz nie miał nic do roboty. I bardzo dobrze. Zainstalowałem jakiś tam sterownik do Radeona i od razu mogłem przeskoczyć z rozdzielczości 1024×768 do przystosowanej do mojego monitora, 1280×1024. Wróćmy jeszcze do liczb. Po konfiguracji Lśniący pobierał już tylko 150MB pamięci. Czyli podobnie do poprzedniego Koliberka. A już miałem instalować znacznie lżejsze od środowiska GNOME LXDE.

Ogólnie Ubuntu 10.04 Lśniący Lamparcik to bardzo podobny do poprzedników system. Jak mówiłem, tylko niektóre opcje są pozmieniane, za to wygląd podczas bootowania jest zupełnie inny, tak jak tematyka kolorów na pulpicie. Teraz czekam na następną finalną wersję, 10.10, która powinna wyjść w okolicach października, bo na razie bardziej mnie się podobał Koliberek niż Lamparcik.